Popatrzył na swoją twarz, odbitą w tafli jakiegoś zabrudzonego zalewu, obrośniętego na dodatek zgrają kiczowatych w banalności krzaków, i pomyślał, że coś mu umknęło w tej opowieści. O ile podróż rozpoczęła się bardzo konkretnie, o tyle teraz czuł się rozmyty, zupełnie jakby ktoś odebrał mu kontury. Głupio było zapytać: kim jestem, gdy odczuwał przepływ całego świata. To gorzej niż stać się powietrzem, które przynajmniej jest niezbędne do życia i którego substytutu żaden prosty wieśniak nie wytworzy. Ba! Miał wątpliwości, czy nawet naukowiec by podołał.
Twarz wzbogacona o fale wykrzywiła się. Był to uśmiech człowieka dbającego z niesamowitą pilnością, by jego imię pozostało w ukryciu. Woda zapewniała anonimowość, spowalniała ruchy, które za linią brzegu powodowały konsekwencje. A konsekwencje jego myśli nie pozwalały przekroczyć tej kuszącej granicy, zanurzyć się po czubek nosa. Najzwyczajniej zniknąć w procesie dyfuzji. Kropla krwi za kroplę wody rozpraszającą swoim chłodem wszystkie wyobrażenia.
Mogłoby się tak stać, ale rany po wbitych pazurach Herflika wciąż bolały. Jego misja odnalezienia Joanny stała się obsesją. Może właśnie w ten sposób ludzie się zakochują? Ktoś aplikuje im truciznę, działającą tylko na daną część mózgu. Neurony pobudzają pamięć częściej niż zwykle, w szczególności pewien obszar - obraz, na którym utrwalił się ten on czy ta ona.
- Pora iść dalej – na tarczy zegarka wskazówki ustawiły się do siebie prostopadle, co oznaczało, że bezlitośnie wybiła trzecia. Nigdzie nie poszedł.
- Która strona jest mi pisana? Teraz, gdy Chrystus kona na krzyżu i przebrzmiałe od jego Eli, Eli lama sabachtani chmury robią slalom w kierunku horyzontu, co chwilę zawracając, by rozmywać się razem ze mną?
Coś się szykuje, ale nie miał już odwagi powiedzieć tego głośno. Siła, zwykle popychająca do przodu, ukryła się za symbolami. Raczej kusiła! Spod kusej spódnicy wystawiała nogę, kierując wzrok wprost na spływającą z przyszłych stygmatów krew. Niech się święci – uklęknął i pierwszy raz od wielu lat zasmakowało mu wino. Wyczuwał w nim jakąś metaliczność, jakby grot włóczni przebijającej święty bok dodawał aromatu. To była ta odrobina agresji, jaką wyzwala przyzwolenie na wyładowanie własnej słabości. Później przychodzi realność i trzeba zmierzyć się z tym, co wyczyniają ręce. Każdy mord można upchnąć w ramy sprawiedliwości, dociągnąć gorset, żeby zobaczyć jak mdleje z braku powietrza. Chwila. Rzuca się po podłodze, aż w końcu zamiera. Do działania przystępuje cisza.
Był jeszcze piasek, który wywiódł na pokuszenie i chleb, ciało pozbawione promieni słonecznych, bielsze od piany morskiej – z niej wyszła Wenus dająca jedynie miłość.
Klękając, odrzucił głowę w tył. Czuł na twarzy spojrzenie, godzinę trzecią i chmury. Nie mów, że nie przeistaczasz, bo dom twój stanie się jadłodajnią, sejmem z kanapkami, mównicą oraz ludźmi, uwijającymi się nad tworzeniem nowych obelg. OBECNOŚĆ zniknęła, nie pozostawiając nawet szansy na odpowiedź. Właśnie dlatego zaczął krzyczeć:
- Gdzie jesteś?!
- Zamknij się i wejdź do budki telefonicznej – odpowiedziała Joanna, zamykając drzwi drugiej.
Był jej wdzięczny, że z całej kochanej brytyjskości nie wybrała piętrowego autobusu ani nieruchomych facetów. Czerwona budka przypominała raczej szafę, pozwalającą podglądać z ukrycia przechodniów. Rozmawiających przez telefon nie bierze się pod uwagę. Można stanąć do nich tyłem i niepostrzeżenie poprawić majtki, które złośliwie wżynają się w nieodpowiednią część ciała.
- Myślę, że tak będzie łatwiej – Joanna odezwała się w słuchawce.
- Dla kogo?
Ktoś sprytnie ustawił budki plecami do siebie, wbudowując pomiędzy kawałek ściany. Bezimienny żadnym sposobem nie mógł podejrzeć, co robi rozmówczyni. Tylko wyobraźnia podpowiadała, że znów ma czerwone usta.
- Dla mnie. Siedzenie w knajpach zawsze kończy się pod stolikiem, a to nie sprzyja naszej sytuacji, prawda? – Nie odpowiedział, więc kontynuowała: dostałam list. Ale on przyjdzie spóźniony.
- Co?
- List.
- List? – Wyobrażanie czerwonych ust osłabiło sprawność jego inteligencji. – Przyjdzie spóźniony? Niemożliwe. Już dotarł na czas.
- Ale będzie spóźniony. Oczko też ma swój krzyż, a jest już przecież po trzeciej. Musi wyzionąć ducha, żeby historia zatoczyła koło. Nie ma innego wyjścia.
- To po co to wszystko? – Chciał odwiesić słuchawkę, skoro i tak słyszał każde słowo bez jej pośrednictwa, ale nagle drzwi otworzył karzeł ubrany w strój ekipy remontowej. Pogroził mężczyźnie palcem, mamrocząc coś o trzymaniu się zasad, karach za niesubordynację, jak również o prognozach pogody. Przestały pozytywnie usposabiać do zachowań zalewu. Bezimienny pokiwał głową. Jaki miał wybór? Stanąć naprzeciw wody i modlić się o deszcz, żeby pozwolił zbliżyć się do krawędzi?
- Wszystko to my. Każda budka z czasem staje się zamieszkała, tylko że nie przez ludzi. Ludzie są głupi…
[Narrator ubolewa, podobnie jak jego bohater, chciałby zobaczyć, co w tej chwili robi Joanna. Czy zaciska kurczowo palce na słuchawce, spoglądając w ziemię? Włosy równie dobrze mogłyby zakryć przeszklone oczy, co być trzymane w ryzach przez wielką spinkę w kształcie ważki. A gdyby siedziała na krześle barowym, żując gumę i od czasu do czasu przekładając nogę? Na ile zmieniłby się dramat?]
…skupiają się na celu, zapominając, że to ruch udowadnia im, że żyją.
- Czy ty jeszcze żyjesz, Joanno? Nie zagłębiając się w hasła, które i tak zostały już milion razy wypowiedziane przez starszych, mądrzejszych, a nawet wieki temu. Nie wiem na ile nasza historia jest skończona, czy może też musi toczyć się w kółko?
Tym razem to nie karzeł, a kobieta otworzyła drzwi. Włosy ani nie opadały na oczy, ani nie zostały upięte w żaden sposób. Swobodnie spływały na ramiona, nie pozwalając jednak przeglądać się w nich. Nie każda tafla chce wchłaniać czy, idąc dalej, przetwarzać krajobrazy. Kosmyki połaskotały go po szyi, kiedy na wzór dziewczynki szukającej schronienia, Joanna przylgnęła do klatki piersiowej Bezimiennego. Nazwane zjawiska stają się oswojone, a on nie chciał zatrzymać tej chwili, która uczyniła z niego bohatera, bo już wiedział, że uratował Oczko.
Na nierozmytej twarzy Zaginionej-księżniczki rysowało się pytanie dotyczące krótkiej refleksji o śmierci. W dalszym ciągu nie był pewny odpowiedzi, ale przeczuwał, że ukrywa się gdzieś w konfrontacjach cmentarnych. Dzieci przemieszczające się między nagrobkami, wysuszone liście, które stają na drodze dęba. Z drugiej strony chłód, nadciągający od ziemi, tylko na pozór przepędzający go płomień znicza. I znów pytanie.
- A skąd pan wie, że pan jeszcze nie umarł?
- Pocałuj mnie – nadstawił się czerwonym ustom, rozchylonym i chętnym pieszczocie. Na wzór Belmonda przejechał palcem po własnych wargach, a ona wraz z Jean Sebereg odegrała wszystkie miny Patricii.
- Zadzwoniłam na policję – powiedziała, nie spuszczając wzroku z warg.
- Po co? To nie ja kradnę samochody, a Michel Poiccard. Zapytaj go, gdy następnym razem pozwoli ci zasnąć przed ekranem, po którym właśnie się przechadza.
- Michel to ty, trzeci krzyż na Golgocie, upadający od pięćdziesięciu lat na paryską ulicę z pomocą policyjnych kul.
Bezimienny bardzo chciał wskazać jej, gdzie to wszystko ma, ale nie pozwoliła mu na to. Odbiła szminkę na jego ustach, kosztując czubkiem języka smak perłowych zębów. Zwężone oczy wtórowały śmiechowi, kiedy stwierdziła, że jest całkiem apetyczny jak na podrzędnego gangstera, ale lepiej by było, gdyby pijał coś z większą ilością gwiazdek. Cała odpowiedź Bezimiennego miała zostać wyrażona w pocałunku, do którego nie doszło. Joanna opuściła budkę, pozostawiając za sobą ślad z porozrzucanych ubrań. Obojętna była jej tablica z zakazem kąpieli, a mężczyźnie widok nagich pośladków towarzyszki. Jego uwagę kompletnie pochłonął papierek po landrynkach, na który padł, cudem przepchnięty pomiędzy chmurami, promień słoneczny. Poznał charakter pisma. Czarny marker głosił: Śląsk ma wiele kominów, ale żaden tak nie rozgrzewa… Dalsza część przepadła poza ramami papierka.
- Wracaj do blokersów – krzyknął, gdy głowa Joanny wynurzyła się z wody. Podszedł do swojej zaczarowanej granicy i nie tyle widok zmąconej tafli, co jej ciężar wprowadził go w zdumienie. Rozmywał się podczas przeglądania w ołowianych ściekach, a może to kobieta przeistaczała się w ołowianą syrenę.
- A jeśli Dog Niemiecki poprosi mnie o rękę?
- Powiedz mu, pyta, że hej! Ręce trzymaj w kieszeni. Cześć!
| 0 |
0 |
0 |
0 |
0 |
3 |
7![]() |
| fatalny | . . . | wyśmienity | ||||
Dominika, jakby to ująć... sprawę chyba nakreśla najbardziej zachowanie moich rodziców, którzy z przerażeniem czekają aż powiem, co mi do głowy wpadło. a i tak przecież wiedzą tylko jakieś 2%
I ten obraz zalewu, bohater stojący na granicy, chcący ją przybliżyć, przenikać światy, a jednocześnie "jej ciężar wprowadził go w zdumienie".
Pomijając dedykację :P, ja się bardzo odnajduję w tym opowiadaniu. :) Na Wywrocie mało kto sięga do takich klimatów i mam prywatnie wielki niedosyt. Dziękuję Ci przeogromnie. Sama przyjemność czytania. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś się wypowie, żeby nie było, że prywata. A poniżej kilka uwag:
"krzaków, i pomyślał" - bez przecinka
"którego substytutu żaden prosty wieśniak nie wytworzy, ba!" - sugeruję osobno "Ba!"
"Miał wątpliwości nawet czy naukowiec by podołał" - przecinek po "nawet"; chociaż bardziej naturalnym wydaje mi się przesunięcie akcentu z wyrazem "nawet": "Miał wątpliwości, czy nawet naukowiec by podołał", więc wtedy po 'wątpliwości'
"co bezlitośnie stwierdzało fakt, że wybiła trzecia" - nie podoba mi się; słowo 'stwierdzać' tu nie pasuje. Może: "co znaczyło, że bezlitośnie wybiła trzecia".
"więc kontynuowała" - dwukropek po 'kontynuowała'
"powiedziała nie spuszczając wzroku z warg" - przecinek po 'powiedziała'
"ci zasnąć przed ekranem, po których właśnie się przechadza" - nie jestem pewna, co tak naprawdę chciałaś powiedzieć, ale zamiast 'których' może 'którym'?
"smak perłowych zębów. Zwężone oczy wtórowały śmiechowi, kiedy stwierdziła, że jest całkiem smaczny" - 'smak' i 'smaczny'; może 'apetyczny'? ;)
"Rozmywał się, podczas przeglądania" - bez przecinka
o! z ta wybitą trzecią to teraz mocno będzie brzmieć
dobra, chyba wszystko już naprawione :) dzięki Asia!
:)
Ja tu sobie więc jeszcze będę hulał, co nie przeszkadza już teraz przychylić się do pomysłu Joanny - niech się to innym dobrze w oczy rzuci. Gwiazda... bez wątpienia.
"Michel to ty, trzeci krzyż na Golgocie, upadający od pięćdziesięciu lat na paryską ulicę z pomocą policyjnych kul." -ten obraz jednak jest za mocny i jakoś moim skromnym zdaniem za bardzo wystaje poza resztę tekstu...pzdr.
Zaloguj się Nie masz konta? Zarejestruj się